poniedziałek, 25 sierpnia 2014

black ribbon lingerie - rok z majtkami

Jestem fanką retro bielizny więc black ribbon lingerie polubiłam od pierwszego wejrzenia. Najpierw kupiłam jedną parę fig, na próbę. Potem przeprowadziłam wywiad (jeśli nie czytaliście to znajdziecie go tutaj), lepiej poznałam firmę, by w końcu osobiście poznać Anię, jej właścicielkę. Ostatecznie kilkukrotnie dostałam bieliznę „do testów” (tutaj). Minęło trochę czasu, zaprzyjaźniłam się z Anią i bardzo jej kibicowałam, ba, podziwiałam! Niestety. Jak już pewnie wiecie, brl nie przetrwała próby czasu. Przegadałyśmy z Anią wiele godzin, aż w końcu musiałam przyznać, że rozumiem jej decyzję. 



Poprosiłam o kilka słów byście i Wy wiedzieli o co chodzi. A więc oddaję głos Ani.

Jest mi bardzo miło ponownie pojawić się na moim ulubionym retro-blogu.

Przez ostatni rok rozwijałam moje marzenie czyli firmę szyjącą retro bieliznę pod marką black ribbon lingerie i niektórzy z Was mogą mnie znać właśnie dzięki Retro Chic Chick.
A jeśli jeszcze o mnie nie słyszeliście to wyobraźcie sobie firmę, która łączy odjazdowe projekty z pomocą charytatywną dla starych psów. Dziwne? To co powiecie na wielkie majtki w dawnym stylu oraz /podobno/ jedne z najwygodniejszych halek na rynku? ;-)
Potem spadła fejsbukowa bomba – black ribbon lingerie znika. Czuję, że jestem Wam winna wyjaśnienie i cieszę się, że mogę to uczynić tutaj.
Byłam zmuszona podjąć decyzję o zniknięciu głównie z powodów zdrowotnych. Okazało się, że praca na dwa etaty jest jednak dość wyczerpująca i, czy mi się to podoba czy nie, czas na odpoczynek. :-)
W międzyczasie rozwijałam mój projekt newsletterowy, który powstał niejako przy okazji tworzenia strony internetowej black ribbon.
Najpierw służyć miał wyłącznie promocji marki, ale potem okazało się, że dla mnie taka formuła jest trochę za ciasna.
Po decyzji o zamknięciu firmy postanowiłam przekształcić go w rodzaj poligonu dla moich prób literackich i copywriterskich.
Od kilku tygodni piszę dla dotychczasowych subskrybentów powieść w odcinkach oraz zastanawiam się, co by tu jeszcze... Jestem pewna, że znów o mnie usłyszycie, ale tym razem w zupełnie innej branży. Trzymajcie kciuki, a tymczasem wszystkich chętnych zapraszam na wietrzenie magazynu black ribbon lingerie.

Ania mówi, że zostało niewiele: po jednym komplecie panterkowym (uwielbiam!) i czarnym tiulowym, kilka par tiulowych fig w mniejszych rozmiarach i trochę french knickerów. Jeśli chcecie to piszcie do ani przez fanpage albo mailowo.

A ja skorzystam z okazji i powiem Wam, że te tiulowe, to bardzo warto. Mam zielone i szare. Obawiałam się nieco koloru tych drugich, bo taki zimny (brrr), ale na ciele wygląda świetnie.


Nie prześwitują gdzie nie powinny, sięgają idealnie do talii fantastycznie ją podkreślając. Pośladki wyglądają w nich cudownie! Standardowo obawiałam się, że mogą być wąskie w udzie (taki krój), ale Ania wzięła to pod uwagę i nawet osoby z obfitymi udami, jak ja, nie mają się co martwić. Tiul jest mięciutki i przyjemny w dotyku, a tasiemki świetnie kontrastują, zobaczcie choćby te zielone!


Halki tiulowej na sobie nie miałam ale widzę, że krój jest taki jak panterkowej więc polecam w ciemno. 

foto: Michał Rybski

2 komentarze:

  1. Obijasz się! Dawaj nowy post! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Już jestem w trakcie, tylko tydzień szaleńczy bardzo. :)

      Usuń